Jak znaleźc miłość? Jak to mówią, któregoś dnia opowiesz historię o tym, jak przeszłaś przez swoje przeciwności i stanie się to częścią czyjegoś przewodnika surwiwalowego.

Dlatego zanim kupisz książkę “8 rules of love” od Jay Shetty, ja już wysyłam Ci swoją wiedzę zdobytą na podstawie doświadczenia 10-letneij singielki. 

Napisałam ten tekst w ramach terapeutycznej pracy nad moim Chironem w 7. Domu astrologicznym. 

Chiron nie jest planetą, to planetoida, ale w horoskopie ma ogromne znaczenie. Jest nazywana rannym uzdrowicielem i reprezentuje traumę, z jaką się zmagamy w życiu oraz pracę, jaką musimy wykonać, żeby tę ranę uzdrowić. To z czym się zmagasz, będzie Twoją największą siłą (kiedyś). Jak to mówią: to, co przyszło Ci się nauczyć z największym trudem, tego będziesz uczyć innych. Dlatego Chiron ma duży potencjał w kosmogramie. To Twoja sekretna siła. Oznacza wszystkie słabości, które jeśli zauważone, zaopiekowane i uzdrowione prowadzą do odkrycia swojego potencjału. 

Miejsce, którym znajduje się Chiron w kosmogramie może być miejscem, w którym chcemy nadkompensować pustkę, jaką czujemy. Możemy w ten sposób sabotować samych siebie i dosłownie strzelać sobie w stopę. Ale spod pęknięć zawsze prześwituje światło i dlatego tak ważne jest przepracowanie Chironowej rany. 

Moja rana znajduje się w 7. domu astrologicznym, a więc tym związanym z relacjami. Znaczy to, że całe życie uważałam, że coś jest ze mną nie tak w tym aspekcie i że nie mam umiejętności, żeby zbudować satysfakcjonujące relację. 

Ale tego, czego przyszło Ci się najtrudniej nauczyć, tego będziesz uczyć innych. Wszystko w ramach zwiększania wibracji świata i pomagania sobie nawzajem. 

Powiesz pewnie, że nie gwiazd naszych wina i to nie wina tego Chirona ani żadnego Merkurego w retrogradacji. 

A ja powiem, że astrologia prezentuje nam możliwości i w niektórych aspektach po prostu może nam dać przyzwolenie na coś, na co sami nie dawaliśmy sobie przyzwolenia. W ten sposób zmieniamy schematy naszych działań. W ten sposób zmieniamy siebie. Rekonstruujemy naszą osobowość. 

Na przykład najpierw musisz sobie dać przyzwolenie na to, żeby zarabiać dużo pieniędzy. Bez tego będziesz sabotować każdy moment, kiedy Twoja wypłata niebezpiecznie będzie się zbliżała do górnej granicy podświadomie wyznaczonej przez Twój umysł. 

No więc ja rekonstruuję swoją osobowość edukując się w temacie relacji. A poniższy tekst jest efektem moich przemyśleń. 

Gotowa? 

Chcesz, abym wykonała Twoją interpretację kosmogramu? ofertę znajdziesz TU

Trochę podnieceni, a trochę ocaleńcy 

Wszyscy mamy to samo uczucie, kiedy wchodzimy w nową relację. Jest to pomieszanie ekscytacji podobnej do tej na widok pierwszego śniegu, powiewu ciepłego powietrza, kiedy wysiadasz z samolotu w Rio de Janeiro czy momentu, kiedy zakładasz nową bluzkę do nowej pracy (w której udało ci się wynegocjować super kasę) z niepokojem podobnym do płacenia za ZUS i patrzeniem jak śnieżna plucha niszczy Twoje nowe buty. 

Jesteśmy trochę podnieceni a trochę czujemy się jako ocaleńcy, którzy cało wyszli z zimy, inflacji i pięćdziesiątej wersji Covida. 

To, jak ta relacja się potoczy zależy od naszych schematów, które wydaje nam się, że nie odgrywamy, dopóki nie zorientujemy się, że je odgrywamy. 

Każdy z nas ma swoje, ale jest jedna główna zależność, którą obserwuję.

Wchodzenie w nową relację traktujemy jako egzamin z zarządzania strachem przed odrzuceniem albo uwikłaniem i pochłonięciem przez drugą osobę zamiast jako próbę stworzenia dobrego środowiska do wspólnego rozwoju osobistego. 

Na randki wychodzimy z wewnętrznym manualem pod tytułem Jak Sprawić, Żeby On Był Mój Bez Pokazania, Że Boję Się, Że Mnie Nie Zaakceptuje oraz 101 Sposobów na Ukrywanie Autentycznej Siebie. 

Przyznam szczerze, że dopiero niedawno otrząsnęłam się z tego snu i strasznie mi przykro, że nikt nie wytłumaczył mi wcześniej tego, co zamierzam Ci opowiedzieć. 

Każdy z nas dorastał w jakimś środowisku i w jakiejś rodzinie i bardzo wcześnie skumał, co jest akceptowane, a co nie. 

Naszym jedynym celem było przetrwać. A żeby przetrwać, musimy być akceptowani i kochani. Obserwując znaki dotyczące akceptowania lub nie naszego zachowania, jakie dawali nam najbliżsi zbudowaliśmy swoją strategię zagwarantowania sobie miłości. 

Problem w tym, że nasze dusze prawdopodobnie przyszły na ten świat w innym celu niż kontynuowanie rodowej kariery i mamy trochę inne cechy oraz talenty niż ci, którzy nas otaczają. 

Kiedy jesteśmy dziećmi nasze mózgi nie są jeszcze na tyle rozwinięte, żeby wytłumaczyć sobie, że mama jest zestresowana, ponieważ w pracy ma zapieprz i zbliża się koniec miesiąca. Na pewno, ale to na pewno ma to coś wspólnego z nami. Na pewno to przez nas jest zła. Pewnie nie lubi jak biegamy dookoła stołu śpiewając na cały głos piosenki The Kelly Family. Może jeśli tylko przestaniemy biegać, to wróci jej dobry humor i znów będzie miała dla nas czas i uwagę. 

Tym cudnym sposobem zapewnimy sobie wikt i opierunek co najmniej do 18. roku życia. A także ciepło, miłość i poczucie bezpieczeństwa. Brawo, świetna strategia. 

Tak rozpoczyna się proces fragmentaryzacji siebie i spychania w ciemne zakamarki tych części siebie, które nie są do końca akceptowane w naszej rodzinie. Energiczne usposobienie i donośny głos może nie pasować do rodziny księgowych z dziada pradziada. 

Opuszczamy siebie, żeby zdobyć miłość i będziemy to robić do końca naszych dni (albo przynajmniej, dopóki się nie zorientujemy, że coś tu nie pyka. Może podczas kolejnej terapii albo po kolejnym nieudanym związku).

Wiesz jak to mówią (a dodam, że pierwszym, który to powiedział był Carl Gustav Jung): jeśli ktoś denerwuję Cię w jakiś sposób, to znaczy, że sama nie akceptujesz tej cechy w sobie.

Ale ma to też odwrotne działanie – jeśli podziwiasz jakieś cechy w innej osobie i tak strasznie, ale to strasznie chciałabyś mieć tę osobę w swoim życiu, to też znaczy, że w pewnym momencie swojego dzieciństwa odrzuciłaś te same aspekty siebie. I dlatego tak Cię do nich teraz ciągnie (oraz plakatu Kurta Cobaina nad łóżkiem).

Do tego dochodzi fakt, że w piątej klasie podstawówki zarówno nasi rodzice jak i starsze rodzeństwo oraz my przerabialiśmy ten sam materiał, a mianowicie budowę pantofelka. 

Nie przerabialiśmy natomiast materiału z zarządzania emocjami. 

Nasi rodzice na pewno nie zaniedbali nas materialnie i pamiętali o nowym piórniku na początek roku szkolnego. Bardzo chętnie siadali z nami, żeby powtórzyć materiał o pantofelku (który do niczego ci się w życiu nie przyda). 

Niestety mogli nas zaniedbać emocjonalnie. 

Zaniedbanie emocjonalne to wsparcie, które nigdy nie zostało dane. Kojące pocieszenie, które nigdy nie miało miejsca. Kochające wsparcie, które nigdy nie zostało zaoferowane. Poczucie przynależności, które nie było zagwarantowane. Ciepłe słowa, które nie były wypowiedziane. Zrozumienie, które nigdy nie miało miejsca. 

W wyniku tej fragmentaryzacji oraz zaniedbania emocjonalnego nasze wewnętrzne dziecko wciąż szuka miłości na zewnątrz. Chce wreszcie dostać to, czego nie dostało od rodziców. Ono wciąż wierzy, że nie nadaje się do pokochania, jest niewystarczające albo chce za dużo, albo że nigdy sobie samo nie poradzi. 

Ta część naszej psychiki widzi świat tylko czarno-biało i jest bardzo, ale to bardzo uparta w swoich przekonaniach. Jest małym fundamentalistą, który manipuluje i obraża się za każdym razem, kiedy rzeczy nie idą po jego myśli. 

Wewnętrzne dziecko potrzebuje miłości, ale nie wierzy, że może ja kiedykolwiek dostać. I tak formułuje się największe z uzależnień na świecie: 

uzależnienie od miłości. 

A Ty, jaki masz styl?

Jeśli w życiu nie paliłaś papierosów, przeprowadzając się do nowego miasta nie zastanawiasz się, kto będzie twoim dealerem, a manikiurzystka przy każdej wizycie zachwala stan Twojej nienaruszonej aka wolnej od obgryzania płytki paznokci, pewnie myślisz, że uzależnienia to coś, co dotyka ludzi z faweli.

Marion Woodman, autorka świetnych książek, które polecam (między innymi “Uzależnienie od doskonałości”)  twierdzi, że nawet gdy anorektyczka zacznie normalnie się odżywiać, traci sens życia, bo traci to poczucie bycia na haju, który daje jej kontrola kalorii.

Wspólnym mianownikiem uzależnień jest dążenie do zjednoczenia, pojednania, usatysfakcjonowania, pokochania oraz jednocześnie nieustanna świadomość, że nigdy to nie nastąpi. 

A właściwie nasze wewnętrzne dziecko, wierzy, że to nigdy nie nastąpi i jest uzależnione od odgrywania w kółko i w kółko tej samej traumy: nie nadaje się do pokochania, jestem niewystarczający, chcę za dużo i nigdy sobie sam nie poradzę. Ono ciągle poszukuje, nigdy nie jest usatysfakcjonowane, a nawet jeśli jest blisko –  podnosi wyżej poprzeczkę lub sabotuje relację.

Tak też uformowały się w nas sławne style przywiązania: lękowy i unikający oraz różne strategie tej uzależniającej gry jak syndrom people pleasera czy współuzależnionego. 

Styl przywiązania to uczucie, które łączyło Serenę van der Woodsen i Dana Humphreya, Ivo i Milagros oraz Carrie Bradshaw i Mr Biga. 

Styl przywiązania to relacja bez emocjonalnego wsparcia. 

Bez emocjonalnego wsparcia, a więc intymnej akceptacji przez drugą osobę i jej otwartości na Twoje potrzeby (które umówmy się, że będziesz wyrażać of course) relacja jest tylko uzależniającym przywiązaniem. 

Jeśli czujesz, że potrzebujesz spędzać dużo czasu w samotności, zwiewasz jak tylko sprawy zdają się iść za daleko (a raczej powinnam napisać: za blisko – masz wrażenie, że jesteście za blisko siebie nawzajem), masz poczucie pętli zacieśniającej się na swoim gardle zawsze, kiedy dzwoni Twój chłopak, to znaczy, że masz unikowy styl przywiązania. 

Bardzo prawdopodobne, że w dzieciństwie byłaś zmuszona bardzo wcześnie zacząć radzić sobie samej, zawiodłaś się na rodzicach i dziś wierzysz, że lepiej być samemu i lepiej się do nikogo nie zbliżać, bo to się skończy bólem (polecam książkę “Jak nie bać się bliskości? O budowaniu dobrych więzi” Stefanie Stahl).

Jeśli natomiast czujesz, że musisz za wszelką cenę złapać miłość swojego życia, czujesz, że brakuje Ci tchu, kiedy tej osoby nie ma blisko Ciebie, jesteś niespokojna i musisz co chwilę dzwonić do swojego chłopaka, żeby potwierdził swoją miłość do Ciebie (albo po prostu gdzie jest i za ile będzie), to masz lękowy styl przywiązania. 

Być może w dzieciństwie nigdy nie miałaś pewności, kiedy otrzymasz swoją dawkę miłości, rodzice byli, ale czasem jakby ich nie było, zachowywali się nieprzewidywalnie, może byli zestresowani pracą i finansami lub często wyjeżdżali i dziś wierzysz, że musisz zawczasu zawłaszczyć sobie swoją porcję miłości, bo boisz się odrzucenia. 

(osoby unikowe też boją się odrzucenia, jednak żyją według motta, że nie można stracić czegoś, czego się nie ma. Sprytne, nie?)

Czasem może się zdarzyć, że postanowisz oddać wszystko w imię miłości i niczym zodiakalny Rak postanowić, że jeśli mnie nie kochają, to przynajmniej będą mnie potrzebować. Dajesz zatem z siebie jak najwięcej i starasz się wyprzedzać potrzeby partnera. Przymykając oko na jego wady i usprawiedliwiając jego niecne poczynania, będziesz piekła ciasta i kupowała czerwoną bieliznę, pomagała mu znaleźć prace i mieszkanie. 

Oczywiście najbardziej klasycznym przykładem relacji jest mężczyzna o unikowym stylu przywiązania i kobieta o lękowym stylu przywiązania (reprezentacją jedynej znanej mi odwrotnej sytuacji jest główna bohaterka filmu “Uciekająca panna młoda”).

Może dlatego, że kobiety w relacjach i we wspólnocie od zawsze znajdowały poczucie bezpieczeństwa, a może dlatego, że to my i tak jesteśmy bardziej odpowiedzialne za stworzenie i utrzymanie więzi. A może dlatego, że zostałyśmy wychowane przez emocjonalnie niedostępnych ojców. 

Niestety, patriarchalny świat mówi nam kobietom, że możemy osiągnąć wszystko bez mężczyzn, o ile uruchomimy naszą własną męską energię i będziemy na niej jechać, dopóki nie dopadnie nas Hashimoto i hirsutyzm. 

Ale nawet wtedy nie będziemy w stanie odkryć, że wszystko, to co zrobiłyśmy, zrobiłyśmy dla swojego emocjonalnie niedostępnego (bo oczywiście jakby mogłoby być inaczej w patriarchalnym świecie) ojca, który świetnie wytłumaczy budowę pantofelka, ale już nie bardzo jak zaakceptować uczucie smutku po tym, jak najlepsza koleżanka przeprowadziła się do innego miasta.

Ponieważ ojciec sam nie dopuszczał do siebie możliwości smutku, nie akceptuje go u swojej córki (co innego jej świetne oceny z biologii). Nie mógł Ci dać tego, czego sam nie miał. 

Nasz unikający partner też nie bardzo będzie dopuszczał u siebie uczucie smutku (nie będę czuł smutku, bo i tak wszyscy mnie prędzej czy później opuszczą). Dlatego za cel postawimy sobie zdobyć jego akceptację dla naszych uczuć. 

Bo jeśli tylko uda nam się przekonać jego, to tak jakby udało nam się przekonać naszego emocjonalnie niedostępnego ojca.

Spotkanie takiego niedostępnie emocjonalnego mężczyzny to dla naszego wewnętrznego dziecka świetna okazja, żeby zmienić bieg wydarzeń z przeszłości. 

Nasze wewnętrzne dziecko uwielbia to uzależnienie. I będzie do bólu odgrywać ten schemat będąc Twoim partner in crime przy relacyjnym sabotażu i za każdym razem nastawiając Twój radar na wibracje emitowane przez jeden typ mężczyzn: niegrzecznych chłopców świetnych w łóżku (do momentu aż w celu wylizania ran przyjdzie czas na zmianę ustawień radaru – na grzecznych i nudnych chłopców). 

W sumie nie wiem, czemu sobie to robimy. 

Albo wiem. 

Jak pisze Najwa Zebian, jeśli zbudujesz dom na zewnątrz siebie, będziesz zrozpaczona, kiedy ktoś odejdzie i zabierze ten cały dom ze sobą (polecam książkę “Welcome Home: A Guide to Building a Home for Your Soul”).

Nasze wewnętrzne dziecko szuka tego domu na zewnątrz, no bo gdzie ma szukać. 

Ono potrzebuje wewnętrznego dorosłego, którym jesteś Ty, która wytłumaczy mu, że jest wartościowe, godne miłości, wspaniałe, zdolne i zajebiste takie, jakie jest (wobec tego jednego dziecka możesz używać słowa ‘zajebiste’). 

Nie zmieniaj przeszłości, zmień przyszłość. 

Zaakceptować kogoś takim, jaki jest to największy dar, jaki możemy dać dla sfragmentaryzowanego i straumatyzowanego partnera. 

I nasza największa w życiu potrzeba. 

I możemy dać to sami sobie. 

“Don’t search for love, search for all blockages you put on your heart to block it” Rumi

I kto tu trzyma za spust?

Nie dość, że sfragmentaryzowani, nie dość, że uzależnieni, nie dość, że fundamentalizowanii to we relacje wchodzimy jeszcze straumatyzowani. 

I ta trauma ujawnia się zwykle w małych rzeczach: miał zadzwonić, nie zadzwonił, poszedł z kolegami na mecz, zamiast przytulić, powiedział to, nie powiedział tamtego, zapomniał kupić kawę, kupił nie tę kawę co trzeba. 

Ile butelek wina wypiłam przy tego typu konwersacjach i narzekaniach. 

Nie wiem, czy dla Ciebie będzie to odkryciem, przynajmniej dla mnie było (i zmniejszyło ilość spożywanego alkoholu w moim życiu – zmalała w końcu ilość konwersacji o chłopakach przy winie), ale to, na co reagujemy nie jest już naprzeciwko nas. Reagujemy na to, co jest wewnątrz nas. 

Dr. Gabor Mate pisze o tym w ten sposób:

I want you to think about the triggering image. What is a trigger? If you look at a weapon, the trigger is a very small part of the mechanism, isn’t it? What there really is, is a weapon that is loaded, ready to fire, and it’s got an explosive in it and it’s got ammunition in it. That’s you. Then you see something or hear something that triggers you. Should we look at these triggers as a tiny little thing, or should we look at the loaded gun and the ammunition that we all carry and we are so afraid to actually look at?

Czy zatem nie byłoby fajnie być naładowaną miłością zamiast oczekiwaniami i przygotowanymi scenariuszami reakcji na potencjalne porzucenie i zaniedbanie? 

Jaką historie opowiadasz sobie w głowie na temat jego zachowania? Jakie znaczenie temu przypisujesz? Z pewnością takie, które wzmacnia twoje negatywne przekonania o związkach i Twoje traumy z przeszłości. Wyobraź sobie nowy scenariusz, nie wyciągaj pochopnych wniosków. Wyobraź sobie scenariusz, który wzmacnia pozytywne przekonania na temat związków.

Jeśli weźmiemy pod uwagę to, że miłość to emocja, a emocje sami w sobie tworzymy, to przecież nie powinno być to  takie trudne. Nikt przecież nie może dać Ci emocji. Może odpowiedzieć w czuły sposób na Twoje potrzeby, ale nie może dać Ci miłości. 

(oczywiście nie może też odpowiedzieć w czuły sposób na Twoje potrzeby, jeśli będziesz ciągle i na wszystko reagowała emocjonalnie, ale o przytrzymaniu emocjonalnego spustu będzie w kolejnym mailu). 

– Czy nie byłoby fajnie wreszcie poznać kogoś, kto przekona mnie, że nie jestem nie do pokochania – pyta Twoje wewnętrzne dziecko każdego dnia. 

– Jesteśmy teamem i teraz kochamy siebie – odpowiadasz mu. 

– Ale my się prawie nie znamy – wątpi wewnętrzne dziecko. 

No to się zaraz poznamy. 

Nie mam nic przeciwko Louise Hay i też jestem za tym, żeby kochać siebie, ale zanim zaczniesz powtarzać mantry przed lustrem, warto zobaczyć siebie w lustrze innych, spędzić trochę czasu na autorefleksji i poznać siebie. 

Co lubisz, czego nie lubisz, jaka jesteś, jaka nie jesteś. Niestety przez lata przeglądaliśmy się w lustrze trzymanym przez naszych rodziców i społeczność, w jakiej dorastaliśmy. I już wiemy, do czego to doprowadziło: ukrycia swoich potencjałów, odrzucenia części siebie w imię miłości i bezpieczeństwa. 

Oczywiście są też takie uniwersalne zakazy, których trzymają się wszyscy jak: nie leniuchuj, nie mścij się, nie uważaj się za lepszego od innych, nie bujaj w obłokach. Ale nie zmienia to faktu, że wszyscy w pewnym stopniu mamy cechy dobre i cechy nie tak dobre. Oraz cechy, które są naszym najlepszym potencjałem, mimo że w danym środowisku nie są mile widziane i akceptowane.

Czas teraz pozbierać te wszystkie części siebie do kupy. Zaakceptować i ukochać. 

A potem będziesz mogła je przedstawić swojemu potencjalnemu partnerowi z propozycją ukochania. 

Astrologia jest genialnym sposobem na poznanie siebie, ponieważ zawiera  w sobie wszystkie aspekty życia. 

Starożytni Grecy wiedzieli, co robili, kiedy postanowili czcić wszystkich bogów: ponieważ ci, których zaniedbają, mogą obrócić się przeciwko nim. Tak tez jest z naszymi cechami, tymi dobrymi i tymi złymi. 

W astrologii nie da się uciec przed niczym. 

A ponieważ niektóre aspekty nas zostały pochowane gdzieś bardzo głęboko w podświadomości, to one jako pierwsze odezwą się podczas interpretacji kosmogramu krzycząc: tak właśnie jest, to jest część mnie. 

Chcesz, abym wykonała Twoją interpretację kosmogramu? ofertę znajdziesz TU

(coaching w kwestii relacji w cenie. Mam dziesięcioletnie doświadczenie i specjalizuję się w emocjonalnie niedostępnych mężczyznach). 

“It is easy to cause frictionand unitnentional harm in a relationship when you do not know yourself and have spent little time addressing your past pain. How many relationships have folded under the wight of unprocessed trauma, unhealthy patterns and unchecked reactions” Young Pueblo

“Desire to get to know yourself will end all desires” Rumi

Cały e-book kupisz na astrobabe.pl/journal

Nie bój się powierzyć mu kryptonitu

Czy opłaca się zatem pracować tylko nad sobą, kochać siebie i być samowystarczalnym?

Mówią, że w Erze Wodnika właśnie do tego zmierzają związki i w sumie każdy Ci powie, że wszystko jest w Tobie i nikogo nie potrzebujesz. 

Przez ponad rok nie chodziłam na randki i żyłam w celibacie, a i tak (pewna, że naładowałam miłości w kieszenie) po pierwszym wyjściu z mroku wpadłam w to samo g****. 

Związki są nam potrzebne po to, aby móc się przejrzeć w tym lustrze drugiej osoby. Relacje są naszymi lustrami – jeśli ktoś sprawia, że czuję się tak i tak, mogę zapytać siebie, na jakim programie w związku z tym jadę i kto nadał mi ten program. A potem postanowić, że ten program już nie jest ważny i przestać być posłuszna temu głosowi w swojej głowie.

Kiedy już odważymy się wręczyć komuś nasz kryptonit (wzięłam to od Jakuba Żulczyka i jego “Ślepnąc od świateł”), mamy okazję do tego, żeby ktoś wspólnie z nami dostrzegł to nasze wewnętrzne dziecko i potrafił zrobić nam przestrzeń na pracę nad jego ukochaniem.

Terrence Real w swojej książce “Us: Getting Past You and Me to Build a More Loving Relationship” ma właśnie takie bardzo optymistyczne podejście do relacji. 

Powiedziałabym, że bardziej optymistyczne od moich koleżanek od wina. 

To, co warto wziąć z tej książki to fakt, że każda relacja przechodzi od stanu harmonii do dysharmonii i tak w kółko. Natomiast umiejętność wychodzenia ze stanu dysharmonii świadczy o dojrzałości partnerów i sukcesie związku. 

To właśnie w trudnych sytuacjach, kiedy nasza ukochana osoba strzela nabojami ze swojego naładowanego traumą pistoletu, a my potrafimy postawić nasze wewnętrzne dziecko za plecami i powiedzieć mu: spokojnie, zajmę się tym. Kiedy zrobimy miejsce dla tego małego fundamentalisty, który mieszka w osobie ukochanej, pomagamy jej (i sobie) w kojeniu traumy. 

Należy pamiętać, że kochamy mądrego dorosłego, który na co dzień świetnie używa swojej kory przedczołowej i tylko czasem daje się ponieść fali strachu produkowanego przez amygdalę. 

“Conflict worsens when two people fall into defensive reactions. Then there is no real communication happening. Only trauma arguing with trauma.” Young Pueblo

“Relationships normally start with two people wanting to treat each other well. Harm is caused when someone does not know how to properly manage their reactions to their emotions. If you think you are your emotions, then your words and actions will resemble your mental turbulence. In relationships is important to understand that other person cannot fix your emotional problems. All best they can support you as you uncover and process your own emotional history. There is no such thing as a perfect relationship, but there are incredible relationships in which the mutual connection and support are indescribably profound.” Young Pueblo

Oprócz tego, że drugą połówkę bierzemy jako źródło naszego szczęścia tak jak plakat Curta Cobaina nad łóżkiem, to też często po prostu projektujemy na drugą osobę. 

Dlatego pierwszym pytaniem, jakie powinniśmy zadać na randce wcale nie jest: 

Czego szukasz na tinderze?

Ale:

Jakie schematy widzisz w swoich związkach, jakie potrzeby nie spotkały się ze spełnieniem ze strony twoich rodziców, jaka jest twoja trauma oraz jakie są twoje sposoby na radzenie sobie z nią? Muszę wiedzieć, zanim zaczniesz je projektować na mnie. (wzięłam ten cytat z instagrama)

Często zapominamy, że związek to 3 podmioty: ja, ty i relacja. Wkładamy do relacji po to, aby w razie potrzeby móc sobie wziąć. Dlatego 3 najważniejsze czynniki decydujące o sukcesie relacji to: 

– autentyczność: przedstawienie się takim, jakim się jest po to, aby ta osoba mogła nas pokochać takimi, jakimi jesteśmy. Czyli odwrotnie niż tego doświadczyliśmy w dzieciństwie

– wrażliwość: zaufanie w powierzeniu wspomnianego kryptonitu i podatność na zranienie

– komunikowanie swoich potrzeb

– zdolność do stworzenia relacji. 

Na tym ostatnim potyka się wiele z nas, a potem dopijając wino łkamy, że jak to nie pykło, przecież jesteśmy dla siebie stworzeni.

Niestety nie jesteście. 

Osoba, która nie pracuje nad sobą, nie rozumie siebie, nie adresuje swoich traum nie będzie umieć zarządzać relacją z poziomu dorosłego. Będzie kierowała się swoim wewnętrznym małym fundamentalistą, działała zgodnie ze swoimi schematami i według swojego stylu przywiązania. Raniąc Cię po drodze. 

“They asked her: what makes a relationship flourish?” she answered: two people who seek to know love, and eall themselves as individuals will have harmony flow between them as couple. Control creates tension, but trust leaves space for individuality and opens the door to vulnerability. Calm communication, clear commitmenst and the willingness to support each other’s happiness make the union together.” Young Pueblo

Nie bądź tą osobą, która rani innych swoimi nieprzewidywalnymi reakcjami, oczekiwaniami i projekcjami. Wyjdź naprzeciw sobie i poznaj swoje potencjały, ukryte pragnienia i pogrzebane aspekty siebie. Wykonaj swój kosmogram. 

O tym, jak to wygląda przeczytasz w tym artykule, który napisałam 3 lata temu. Przez ten czas zdążyłam sama zgłębić techniki konstrukcji i interpretacji kosmogramu i postanowiłam otworzyć własną praktykę. 

Jak znaleźć miłość?

Jako osoba mająca ascendent w Skorpionie nie mam problemu z przyciąganiem mężczyzn. Czuję się jak syrena i chętnie z tego korzystam. Aczkolwiek jest parę kwestii, których moja syrena wcześniej nie przemyślała, a które kompulsywnie stosowało moje wewnętrzne dziecko skutecznie odstraszając potencjały. 

Dlatego teraz napiszę to, czego się nauczyłam. 

Moja ulubiona Ester Perel zawsze powtarza, że w dzisiejszych czasach chcemy od partnera tego, co kiedyś zapewniała nam cała wioska. Chcemy, żeby ta osoba była all in one: świetnym kochankiem, dobrym ojcem, miłym przyjacielem. A przede wszystkim chcemy, żeby zapewniała nam świetny balans pomiędzy poczuciem bezpieczeństwa i przewidywalnością a przygodą i nieprzewidywalnością. 

Najszybciej zakochujemy się w danej osobie, kiedy widzimy ją w swoim flow, w swojej pracy, kiedy robi to co kocha, podczas gdy my patrzymy na nią z boku. 

To jest właśnie ten dreszcz emocji niczym powiew ciepłego powietrza tuż po wyjściu z samolotu w Rio de Janeiro. 

Wchodząc w potencjalną relację trzeba pamiętać o tej jednej rzeczy: mężczyźni potrzebują czuć się potrzebni w życiu kobiety, kobiety potrzebują czuć się bezpiecznie. 

Jest też coś, co my kobiety mamy, a czego mężczyźni nam zazdroszczą i co ich fascynuje, a mianowicie umiejętność bycia w kontakcie ze swoimi emocjami. 

Problem jest w tym, że zbyt często zachowujemy się jak… no jak mówiłam – naładowane pistolety. Reagujemy emocjonalnie, a tego mężczyźni już nie cierpią. 

Dlatego zapamiętaj ten cytat Viktora Frankla: 

Between stimulus and response there is a space. In that space is our power to choose our response. In our response lies our growth and our freedom.

Kobieta, która potrafi nazwać swoje emocje i niekoniecznie musi na nie wszystkie reagować to obecnie najbardziej poszukiwany profil na tinderze. 

Umówmy się, mężczyźni nie są w naszej kulturze zachęcani do wyrażania emocji i chyba Twój ojciec też o tym coś wie. Dlatego najlepsze, co możesz zrobić dla swojego mężczyzny to pokazać mu jak piękne mogą być emocje, jak pięknie płyną przez nasze ciała i jakie wiadomości ze sobą niosą.

A te wiadomości to często nasze potrzeby, które należy co? Komunikować. 

Jeśli kiedykolwiek jakikolwiek mężczyzna powiedział Ci, że przesadzasz to nie znaczy, że przesadzasz, ale po prostu wcześniej nie zakomunikowałaś, że czegoś potrzebujesz. 

Nie postawiłaś granic, zatem on sam sprawdził gdzie i jak daleko i na co może sobie pozwolić. A teraz jest mega zdziwiony, kiedy nagle tam, gdzie nie było granic one powstają, a Ty jesteś wkurwiona. Więc nic dziwnego, że stwierdza, że przesadzasz. 

Proszę, nie popełniaj moich błędów. 

Ostatnio moją pasją jest kizomba. Lizbona jest stolicą kizomby i dzięki temu moje życie przypomina odcinki The Bridgertons. 

Wygląda to mniej więcej tak: kupuję drogie sukienki (między innymi tę od The Other Side), montuję sztuczne rzęsy, zakładam obcasy i ustawiam się w dobrym punkcie na sali tanecznej klubu o nazwie Bairro Latino. 

(btw wszystkim silnym kobietom, które tęsknią za silnym mężczyzną polecam kizombę jako energetyczny healing swojej męskiej energii i przyzwolenie na to, żeby w Twoim ktoś Cię prowadził. Polecam też książkę “Tęsknota silnej kobiety za silnym mężczyzną” Mai Storoch)

Zawsze kiedy sobie tak czekam i czekam na dobrą piosenkę i dobrego partnera myślę, że w sumie życiu nie jest tak, że czekasz aż ktoś Cię wybierze. 

To ty jesteś selektorem. 

Często mówię nie. Nie dziękuję, nie zatańczę z panem, wolę tu postać pod ścianą i pozwalać, żeby moja sukienka się marnowała. Mam czas. 

High quality woman przyzwala na to, co dzieje się w jej życiu i przyzwala tylko na to, co jest jej warte. 

Skąd wie, co jest je warte? Bo poznała siebie, bo pracowała nad sobą, bo nosi na tapecie zdjęcie siebie z dzieciństwa i potrafi zapewniać tę małą osobę ze zdjęcia, że jesteśmy w dobrym miejscu. Pokazuje jej jak daleko zaszłyśmy, że jest wystarczająca, że nie zabiera za dużo miejsca i że jest kochana. 

Wtedy nawet po zakończeniu z relacji nie przypisujemy temu znaczenia w sensie: on był całym moim światem i teraz co?

Możemy sobie powiedzieć: you don’t loose people, you return them, założyć kolejną drogą sukienkę i spróbować jeszcze raz. 

Kiedy podświadomość, wewnętrzne dziecko i system nerwowy usilnie pracują, żeby przyciągnąć Ci te same osoby, tylko w innych ciałach, postaw pracę nad sobą jako priorytet. Zadbaj o siebie i poznaj siebie. 

Bądź zakochana w sobie. Nazywaj swoje emocje. Rozpoznawaj swoje potrzeby. Komunikuj swoje potrzeby. Podnieś standardy. Zwiększaj pewność siebie. Dbaj o siebie. Zaufaj.

Dlaczego w ogóle chcemy być w związku? Żeby nasz świat wewnętrzny był zobaczony i zrozumiany przez druga osobę. Ale spędzamy dużo czasu przekonując tę drugą osobę, że jesteśmy tą osobą, którą myślimy, że oni zaakceptują. Bo ta rola dała nam akceptację w przeszłości. 

Czas wyjść z tego bulshitu. 

Jeszcze raz zapraszam Cię na konsultację odnośnie astrologii (i relacji). Interpretację kosmogramu kupisz tu. 

“The depth of our relationships is defined by how freely we feel we can deliver our authentic message. The deepest bonds are held together by a bridge of honesty. Real love holds space for vulnerability, a place where we can be open, raw and even share parts of ourselves that are not fully formed but are ready to be expressed. Whether within ourselves or in front of someone who is close to us vulnerability asks for non-judgmental acceptance of our imperfection. This is a form of compassion that can help us observe our story in a different light, hopefully transforming what was once burdensome into a more insightful understanding. This is also a form of compassion that allows us to accept the way things are without trying to change it. Sometimes vulnerability just asks to be seen and heard” Young Pueblo